czwartek, 16 października 2014

Jak robić żeby się nie narobić, czyli o projektowaniu mało wymagającego ogrodu

Nie jest tajemnicą, że aby w naszym ogrodzie ktokolwiek poza nami chciał przesiadywać, trzeba utrzymywać go we względnym porządku. Jeśli nasze przydomowe pasmo zieleni „zapuścimy”, ryzykujemy spadek naszego statusu towarzyskiego. Nagle bowiem może okazać się, że to u Kowalskich, a nie u nas odbędzie się rozpoczęcie sezonu grillowego.


Na szczęście, jeśli w porę uderzymy się w pierś i zabierzemy za porządki w ogrodzie, mamy całkiem spore szanse, na urządzenie ostatniego „barbecue” w tym roku. Nasz ekspert podpowiada, jakich trzech najważniejszych zasad muszą trzymać się ogrodowi leserzy.



Po pierwsze – umiar



Im mniej roślin do „oporządzenia” tym większa szansa, że tymi które już rosną, zajmiemy się z większą atencją i dokładnością. Niestety, nie ma jeszcze roślin ogrodowych, które nie będą wymagały pielęgnacji w ogóle. Jeśli nie jesteśmy fanami spartańskiego stylu typu „polna łąka”, musimy nauczyć się głośno wymawiać słowa „pielenie”, „podlewanie” czy „nawożenie”.

Pamiętajmy, że mniejsze zagęszczenie roślin na rabacie wpłynie korzystnie na ich wygląd i przyczyni się do lepszego rozrostu. Ponad to, kwiat rosnące bardzo blisko siebie należy bezwzględnie i w miarę często przycinać aby nie „zdziczały”, co stanowi dodatkowy wysiłek.



To, jak daleko od siebie rośliny powinny rosnąć zależy od tego, jak szybko się rozrastają na szerokość. W przypadku drzew należy działać z wyprzedzeniem i wziąć pod uwagę rozmiar, jaki jodła czy topola osiągnie po 15 latach. To samo dotyczy krzewów, z tym że tutaj musimy myśleć „jedynie” na 10 lat do przodu.

Pod żadnym pozorem nie dajmy się zwieść namowom pracowników centrów ogrodniczych, którzy pod płaszczykiem chęci niesienia pomocy, będą próbowali pozbyć się z magazynu pięknych, ale niezwykle problematycznych roślin. O ile większość z nas, nawet będąc zupełnie zielonymi w kwestiach ogrodniczych, nie da sobie wcisnąć bonsai czy storczyków jako „zupełnie niewymagających sadzonek, które wyrosną nawet na papie”, to już mniej znane, kuszące kolorami „egzotyki” mogą, z pomocą sprzedawcy o pięknym uśmiechu i duszy pozbawionej skrupułów, skończyć na naszej rabatce. W efekcie czego, jeśli kosztowny zazwyczaj, zakup od razu nie uschnie czy nie zgnije, spędzimy całe lato na szukaniu odpowiednich środków pielęgnacji czy sposobów przycinania, aby w końcu wypuścił te soczyste, jaskrawo różowe kwiaty, o których mówił pan z ogrodowego. Niestety, na efekty będziemy czekać nadaremno. Jeśli chcemy zaoszczędzić na nerwach, czasie i pieniądzach, zamiast słuchać „szatańskich” podszeptów nauczmy się na pamięć nazw takich jak irga pozioma czy perukowiec podolski – nazwy pięknych, kolorowych krzewów, praktycznie nie wymagających pielęgnacji, które z powodzeniem można hodować w na każdym polskim podwórku.


Po trzecie – kosiarka


A najlepiej dwie – jedna, większa do koszenia trawnika, druga mniejsza, ręczna do podkaszania trudno dostępnych kępek pod iglakami i krzewami. Przydatnymi wynalazkami są też rozsiewacze nawozu czy urządzenie do zwijania węża ogrodowego. Ogromnym ułatwieniem będzie też system automatycznego nawadniania – tak, są i takie, które, raz zaprogramowane, dostosują ilość i intensywność „sztucznych opadów” nie tylko do rodzaju rośliny ale i do warunków atmosferycznych. Pamiętajmy, aby regularnie sprawdzać nowości na rynku ogrodowych nowinek technicznych – istnieje masa urządzeń wprost niezastąpionych w arsenale każdego leniwego ogrodnika.

Artykuł pochodzi z serwisu Artelis

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz